#PochodzęzPodkarpacia – wywiad z Rafałem Krupą skrzydłowym i wychowankiem Stali Mielec

Opublikowane: 08 sierpnia 2025

RAFAŁ KRUPA
Data urodzenia: 03-07-1994
Pozycja: skrzydłowy
Kariera sportowa: Stal Mielec (2007-2011), NLO SMS Gdańsk ZPRP (2011-2013), Śląsk Wrocław (2013-2016), SPR Stal Mielec (2016-2022), KGHM MKS Zagłębie Lubin (2022-2024), MKS Wieluń (2024-…)

Rafał, jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką ręczną? W jakiej szkole po raz pierwszy zetknąłeś się z piłką ręczną?
Z piłką ręczną po raz pierwszy zetknąłem się w szkole podstawowej nr 3, gdzie miałem okazję uczestniczyć w dodatkowych zajęciach wychowania fizycznego. Prawdziwe zainteresowanie tą dyscypliną pojawiło się dopiero w gimnazjum nr 3 w Mielcu, gdzie uczęszczałem do klasy o profilu piłki ręcznej. W ramach tego profilu odbywały się regularne treningi, które miały miejsce jeszcze przed rozpoczęciem zajęć szkolnych. To właśnie w gimnazjum zrodziła się moja pasja do piłki ręcznej, która miała duży wpływ na moją dalszą drogę sportową.

Co Cię przyciągnęło do piłki ręcznej? Czy piłka ręczna od początku była Twoją pasją, czy raczej był to przypadek, że trafiłeś do tej dyscypliny?
Myślę, że jak wielu aktywnych chłopców w młodym wieku, również i ja na początku swojej sportowej drogi spróbowałem gry w piłkę nożną. Mimo szczerych chęci i regularnych prób, dość szybko zdałem sobie sprawę, że nie wyróżniam się szczególnym talentem w tej dyscyplinie. Równolegle uczęszczałem również na zajęcia dodatkowe z pływania, z którą to dyscypliną utożsamiała się zawsze moja mama. Piłka ręczna to dyscyplina, która już od dawna była obecna w moim otoczeniu. Mój tata oraz starszy brat grali w szczypiorniaka i to właśnie oni mieli ogromny wpływ na moje zainteresowanie tą formą aktywności. Ich zaangażowanie, opowieści o meczach i atmosferze sportowej rywalizacji wzbudziły we mnie ciekawość, a z czasem również prawdziwą pasję.

Kto był Twoim pierwszym trenerem i jak go wspominasz? Jak wyglądały Twoje pierwsze treningi?
Moim pierwszym trenerem był pan Wojciech Ostrowski. To właśnie on przejął naszą grupę na początku pierwszej klasy gimnazjum i to dzięki niemu rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z piłką ręczną. Pamiętam, że sporą część zajęć stanowiły ćwiczenia biegowe, elementy gimnastyki oraz różnorodne zadania z piłkami ręcznymi, wszystko po to, by przygotować nas do tej dyscypliny. To właśnie pod jego okiem uczyliśmy się pierwszych zagrywek, ustawiania i poruszania na boisku oraz zasad współpracy w zespole. Trener Ostrowski nie tylko rozwijał nasze umiejętności techniczne, ale również budował w nas świadomość, że najważniejsza jest współpraca w zespole.

Kto był Twoim sportowym idolem lub inspiracją, gdy zaczynałeś trenować?
Gdy zaczynałem trenować piłkę ręczną, moimi pierwszymi idolami byli zawodnicy seniorskiej drużyny BRW Stal Mielec. Jako młody zawodnik często wraz z kolegami zostawałem po swoich treningach, żeby obserwować, jak ćwiczy pierwsza drużyna. Dla nas, młodych chłopaków, byli oni wzorem do naśladowania. Ich sposób poruszania się po boisku, zaangażowanie w każdy element treningu oraz umiejętności robiły ogromne wrażenie i dawały nam motywację do dalszej pracy. Jednym z zawodników, który szczególnie zapadł mi w pamięć i który był dla mnie prawdziwym autorytetem, był Grzegorz Sobut. Jest nie tylko świetnym sportowcem, ale też człowiekiem, który cechuje się wyjątkową postawą, zarówno na boisku, jak i poza nim. Na późniejszym etapie mojej sportowej drogi zacząłem obserwować również światowych zawodników. Jednym z graczy, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, jest Uwe Gensheimer, wybitny skrzydłowy, reprezentant Niemiec, znany z występów w takich klubach jak Rhein-Neckar Löwen czy Paris Saint-Germain.

Czy był ktoś w Twoim otoczeniu, rodzinie, kto szczególnie Cię wspierał lub motywował do codziennej pracy na treningach?
Oczywiście, że tak, bez wsparcia moich rodziców nie byłoby mowy o wszystkich tych sportowych przeżyciach i doświadczeniach, które miałem okazję przeżyć. Od najmłodszych lat to oni dbali o to, by każdy mój dzień był dobrze zorganizowany i dopięty na ostatni guzik. Szkoła, treningi, nauka i czas na zabawę. Wszystko musiało się zmieścić w jednym dniu, a bez ich zaangażowania i poświęcenia byłoby to po prostu niemożliwe. Dziś z perspektywy czasu wiem, jak wiele zawdzięczam rodzinie. Ich obecność i zaangażowanie były fundamentem, na którym mogłem budować swoje sportowe życie.

Jak wyglądała Twoja droga do najwyższej klasy rozgrywkowej? Czy był jakiś moment przełomowy, który otworzył Ci drzwi do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce?
Swoją przygodę z piłką ręczną zacząłem w Mielcu już jako dziecko. W naszym województwie zawsze należeliśmy do ścisłej czołówki, co dało nam możliwość rywalizacji również poza regionem. Graliśmy gościnnie w rozgrywkach ligi województwa świętokrzyskiego, gdzie mierzyliśmy się z zespołami z wyższym poziomem sportowym w naszej kategorii wiekowej – m.in. z drużynami z Kielc czy Końskich. Te doświadczenia pozwoliły mi szybciej się rozwijać i nabierać pewności siebie na boisku. W liceum trafiłem do SMS-u Gdańsk, gdzie grałem z najlepszymi zawodnikami z kraju. W drugiej i trzeciej klasie występowaliśmy w I lidze, rywalizując z doświadczonymi graczami, co było ważnym etapem mojego rozwoju. Jednym z najbardziej pamiętnych momentów z tamtego okresu było zdobycie 5. miejsca w Mistrzostwach Polski Juniorów w trzeciej klasie liceum, grając w barwach SPR Stal Mielec. Drużynę prowadził wtedy trener Tomasz Sondej. Do dziś jest to najwyższe miejsce osiągnięte przez nasz klub w kategorii juniorskiej. Ten sukces był dla całej drużyny ogromną motywacją, pokazał nam, że ciężka praca przynosi efekty i warto wierzyć w marzenia. Po liceum dołączyłem do Śląska Wrocław, z którym awansowałem do PGNiG Superligi, co było dla mnie ważnym krokiem w karierze seniorskiej.

Jak wspominasz dzień, w którym dowiedziałeś się, że zagrasz w najwyższej klasie rozgrywkowej? Czy pamiętasz swój debiutancki mecz w Superlidze Piłki Ręcznej Mężczyzn?
Był to drugi sezon spędzony we wrocławskim WKSie, drużyna prowadzona była wtedy przez Piotra Przybeckiego, wybitnego piłkarza ręcznego. Po awansie była duża radość i satysfakcja z wykonanego zadania. Dotąd tylko słyszałem opowieści jak to jest grać na najwyższym poziomie w naszym kraju, a teraz miałem okazję sam się przekonać. Jeśli się nie mylę, pierwszy mecz w ekstraklasie miał miejsce w Zabrzu, niestety przegrany. Trener wpuścił mnie na kilka minut, ale udało mi się zdobyć już pierwszą bramkę. Towarzyszyło mi wiele emocji, pomimo przegranego meczu satysfakcja i radość z występu była ogromna.

wróć