#PochodzęzPodkarpacia – wywiad z Piotrem Krępą, obrotowym i wychowankiem Stali Mielec

Opublikowane: 25 lipca 2025

PIOTR KRĘPA
Data urodzenia: 21-06-1994
Pozycja: obrotowy
Kariera sportowa: Stal Mielec (2012-2020), Energa MKS Kalisz (2020-2023), Górnik Zabrze (2023-2025)

Piotrek, jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką ręczną? W jakiej szkole po raz pierwszy zetknąłeś się z piłką ręczną?
Moja przygoda z piłką ręczną rozpoczęła się od tego, że sąsiedzi zaczęli trenować. Namówili mnie, żebym poszedł z nimi na jeden z treningów. Później oni zrezygnowali, a ja zostałem na nieco dłużej. Pierwszy kontakt z piłką ręczną miałem w Szkole Podstawowej nr 1 w Mielcu, było to w szóstej klasie. Było to około pół roku po tym, jak rozpocząłem treningi w sekcji SPR Stali Mielec, dlatego miałem już większe umiejętności niż moi rówieśnicy.

Fot. Górnik Zabrze

Co Cię przyciągnęło do piłki ręcznej? Czy piłka ręczna od początku była Twoją pasją, czy raczej był to przypadek?
Można powiedzieć, że przyciągnęli mnie sąsiedzi, ale inne były powody tego, że zostałem. Bardzo spodobało mi się to, że piłka ręczna jest dyscypliną wymagającą dużo kontaktu fizycznego. Dodatkowo w okresie moich początków Orły Wenty zaczęły odnosić sukcesy, pojawili się pierwsi idole. Coraz więcej ludzi zaczęło rozmawiać o tej dyscyplinie.

Kto był Twoim pierwszym trenerem i jak go wspominasz? Jak wyglądały Twoje pierwsze treningi?
Moim pierwszym trenerem był Wojtek Ostrowski. Nauczył mnie bardzo wiele. Zwracał uwagę na szczegóły, które wtedy wydawały się nieistotne, a na najwyższym poziomie znaczą wiele. Chciał stworzyć piłkarzy ręcznych z prawdziwego zdarzenia. Jego celem było wyszkolić nas jak najlepiej pod względem technicznym i fizycznym. Nauczył nas dyscypliny oraz szacunku do przeciwnika. Zawsze chciał osiągnąć jak najlepszy wynik i myślę, że przejąłem to po nim. Pierwsze treningi były dla mnie ciężkie, byłem dosyć otyłym dzieckiem, odstawałem od kolegów, którzy trenowali już od jakiegoś czasu technicznie i fizycznie. Na szczęście mnie to nie zraziło – myślę, że było to dodatkową motywacją, bo od zawsze lubiłem udowadniać innym, że jestem lepszy niż myślą. Pamiętam, że byłem potwornie wycieńczony po pierwszym treningu, aż bolała mnie głowa, ale kiedy przyszedł dzień kolejnego treningu, to cieszyłem się, że nadszedł.

Kto był Twoim sportowym idolem lub inspiracją, gdy zaczynałeś trenować?
Na początku myślę, że idolem sportowym był tata – jak u każdego małego sportowca. Dopiero później, gdy poznałem dyscyplinę i zacząłem oglądać piłkę ręczną w telewizji, moimi idolami stali się Bertrand Gille i Bartek Jurecki. Z perspektywy czasu jest to dla mnie niesamowite, że udało mi się zmierzyć z bohaterem z dzieciństwa – jakim jest popularny Shreku.

Czy był ktoś w Twoim otoczeniu, rodzinie, kto szczególnie Cię wspierał lub motywował do codziennej pracy na treningach?
Nie potrzebowałem dodatkowej motywacji do treningu, bo było to dla mnie przyjemnością, ale rodzice byli dla mnie wielkim wsparciem, bo nigdy nie było dla nich problemem, żeby zawieźć mnie na trening czy odebrać mnie z niego. Wiedziałem, że zawsze mogę na nich liczyć, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Wspierali mnie również w momencie, kiedy piłka ręczna poza pasją stała się pracą i pojawiły się pierwsze poważne sukcesy i porażki. Wtedy dołączyła do nich moja obecna żona Karolina. Na początku nie wiedziała prawie nic o piłce ręcznej, ale zawsze była i wiedziała, co powiedzieć, abym poczuł się lepiej, ale też jak zareagować, abym nie obrósł w piórka.

Jak wyglądała Twoja droga do najwyższej klasy rozgrywkowej? Czy był jakiś moment przełomowy, który otworzył Ci drzwi do Superligi?
W rodzinnym mieście była drużyna ekstraklasowa i często myślałem, że chciałbym kiedyś w niej zagrać. Szczerze – to nikt ze znajomych i rodziny nie powiedziałby, że kiedyś to zrobię. Jako dziecko nie wykazywałem zbyt wielu cech sportowca, ale zawsze po cichu wierzyłem. Nie opuszczałem treningów, a nawet chodziłem do młodszych lub starszych grup, aby stać się lepszym. Dało to efekt, bo w pewnym momencie z najsłabszego ogniwa w drużynie stałem się jednym z ważniejszych. Potem nadszedł przełomowy moment, kiedy było mnóstwo kontuzji w drużynie seniorskiej. Mieliśmy wspólny trening seniorzy i chłopcy z juniorów. Na tyle dobrze prezentowałem się na tym treningu, że trener Skutnik zaproponował mi, żebym stale z nimi trenował. Wtedy wróciłem do korzeni – znów byłem najsłabszy w drużynie i rozpocząłem drogę od nowa na innym poziomie. Po pewnym czasie władze klubu zdecydowały się zgłosić mnie jako zawodnika.

Jak wspominasz dzień, w którym dowiedziałeś się, że zagrasz w Superlidze? Czy pamiętasz swój debiutancki mecz?
Bardzo się cieszyłem, to był mecz wyjazdowy w Piotrkowie. Było dużo kontuzji – wszyscy obrotowi byli kontuzjowani. Miałem 18 lat, był to okres maturalny. Wyszedłem w pierwszym składzie. Szału w grze nie było. Zagrałem 12 minut. Było to dla mnie za wcześnie – nie byłem jeszcze gotowy fizycznie. Na szczęście mecz był wygrany. Pokazało mi to, jak wiele jeszcze muszę pracować.

Jak opisałbyś siebie jako sportowca i człowieka? Jakie cechy charakteru najbardziej pomogły Ci w sporcie?
Ciężko mi opisać Misia Krępusia. Myślę, że dobrym określeniem jest „pracuś”. Cechy, które pomogły mi w sporcie to na pewno konsekwencja i wiara.

Jak radziłeś sobie z presją i stresem, zwłaszcza podczas ważnych meczów? Czy miałeś jakieś rytuały przedmeczowe lub przesądy?
W dniu meczowym nie lubię przebywać sam. Szukam kontaktu z ludźmi. To pomaga mi nie myśleć o meczu i się zbyt nakręcać. W trakcie meczu skupiam się na każdej pojedynczej akcji, co pozwala mi uniknąć stresu. W dniu meczowym mam bardzo nietypowy rytuał – zakładam bokserki z logiem chipsów Pringles oraz skarpety kompresyjne.

Co powiedziałbyś młodym zawodnikom i zawodniczkom z regionu, którzy marzą o grze w Orlen Superlidze?
Nigdy nie przestawajcie wierzyć, bo chcieć to móc. Tylko od was zależy wasz los.

Jakie miejsce poleciłbyś osobom, które nigdy nie były na Podkarpaciu?
Koniecznie muszą zobaczyć Bieszczady – kocham w nich tę dzikość. Mam wrażenie, że czas tam płynie wolniej. To idealne miejsce, żeby odpocząć.

Gdybyś miał zaprosić znajomych z drużyny w rodzinne strony, dokąd byś ich zabrał?
Zaprosiłbym ich do Chrząstowa. Buduję tam swój dom. To idealne miejsce, żeby zapalić ognisko, zjeść pyszną kiełbaskę i obcować z naturą.

Gdybyś nie został piłkarzem ręcznym, to co byś dziś robił?
W sumie to co teraz. Uzyskałem tytuł inżyniera na Politechnice Rzeszowskiej na kierunku Energetyka i teraz będę rozpoczynał pracę w zawodzie. Po prostu wydarzyłoby się to wcześniej.

I na koniec… czy możesz opowiedzieć najzabawniejszą sytuację, która przydarzyła się Tobie lub Twojej drużynie na meczu, treningu albo podczas wyjazdu?
Najmilej wspominam, jak kręciliśmy film Killer w barwach Stali Mielec. Działo się wtedy bardzo wiele i wynik naszej pracy można było obejrzeć na platformie YouTube. Szkoda, że nie można już tego zrobić.

DZIĘKUJĘ ZA WYWIAD. CO ZŁEGO TO NIE MISIO KRĘPUŚ

#PochodzęzPodkarpacia

Podkarpacki Wojewódzki Związek Piłki Ręcznej

wróć